~*~
Śmierć mamy to najgorsze co każdy może przeżyć, i naprawdę nikomu tego nie życzę. Tego bólu nawet nie da się określić. Bardzo ją kochałam, ale każda chwila spędzona z nią, w szpitalu była jeszcze bardziej bolesna niż stracenie jej. Codziennie siedziałam tam i patrzyłam jak z każdą chwilą staje się coraz słabsza. I te nieprzespane noce, napuchnięte oczy od płaczu. To wszystko mnie przerastało. Pod koniec jej życia sama wyglądałam jak trup, a to nie ja tu umierałam.
-Mel! Spakowałaś się już?
-Tak, ciociu! Już schodzę! - krzyknęłam i ruszyłam na dół. Wszystkie moje rzeczy zapakowałam do wielkiego bagażnika od Toyoty mojej chrzestnej i ruszyłyśmy do Exeter. Małego miasteczka przy obrzeżach Wielkiej Brytanii. Tam miałam mieszkać aż do tego momentu, gdy będę gotowa sama mieszkać. Jeszcze raz odwróciłam się i zerknęłam na żółty domek. Uśmiechnęłam się pod nosem. Żółty to był ulubiony kolor mamy. Doskonale pamiętam jak go razem malowałyśmy. Mama uznała, że tak będzie zabawniej.
-Kochana. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, prawda? - znów z rozmyśleń wyrwał mnie donośny głos cioci. Już drugi raz nie pozwoli mi pomyśleć.
-Tak ciociu, wiem. - spojrzałam na dosyć poddenerwowaną kobietę. - Czemu się tak denerwujesz? - zaśmiałam się delikatnie.
-Boję się o ciebie. Nie rozmawiałaś z tatą już od ponad siedmiu lat. - potarła nerwowo czoło.
-Ale czego masz się bać? Przecież to jest mój tata, a nie obcy człowiek. Spokojnie ciociu. - potarłam ręką o jej ramię. Ona zawsze taka była. Zawsze się wszystkim denerwowała i to zupełnie niepotrzebnie, dlatego to właśnie z tatą chce zamieszkać. Gdybym zamieszkała z Aną to moje życie byłoby kontrolowane na każdym kroku, więc zrezygnowałam.
Po niecałych dwóch godzinach dojechałyśmy na miejsce. Dom taty wyglądał nieco inaczej niż siedem lat temu. No,ale czego ja się spodziewałam? Że zawsze będzie wyglądał tak samo? Westchnęłam głośno i wysiadłam z auta. Z domu wybiegł radosny mężczyzna. Spojrzałam na niego wryta. Wyglądał zupełnie inaczej niż siedem lat temu. Był wesoły, pełny życia. Jakby już zapomniał o tym, że jego żona, z którą ma dziecko SE MUA niedawno umarła.
-Ale wyrosłaś. - podszedł do mnie bliżej. Odetchnęłam i mocno się do niego przytuliłam. - Pokażę ci twój pokój, dobrze? -oderwał się i wziął moje wszystkie torby. Podążyłam za nim, nadal czujna. Gdzieś tam jest ta wywłoka, przez którą moja mama miała niezłego doła. Weszłam powoli po schodach, po czym do jednego z pomieszczeń. Nie było one moim, ale z ciekawości weszłam głębiej. Moim oczom ukazało się ogromne łóżko i dwie szafy. Na stoliku nocnym stało zdjęcie. Westchnęłam. Był na nim mój tata i ONA. Chwyciłam za ramkę i skierowałam dołem do stolika, dzięki czemu nie musiałam tego oglądać. Rozejrzałam się bardziej po pokoju. Coś białego mignęło mi przed oczami. Podeszłam bliżej komody i zobaczyłam test ciążowy. Pozytywny, z tego co mi się wydaje. Odkaszlnęłam i wyszłam stamtąd szybkim tempem.
-Chyba się trochę zgubiłaś. - zaśmiał się czyjś głos tuż za mną. Nie wydawało mi się, że to mój tata, więc obróciłam się jak najszybciej. Przede mną stał niezłej postury szatyn.
-A ty to kto? - spytałam z przerażeniem w oczach.
-A ty? -odpowiedział pytaniem na pytanie. Do przedpokoju wkroczyła TA kobieta.
-O, ty to pewnie Melody. - uśmiechnęła się.
-Tak. -odparłam oschle spoglądając na kobietę z zażenowaniem.
-To jest mój syn, Louis. - odparła, po czym założyła na chłopaka ramię. Chwileczkę. Syn?!
-Tutaj jesteś, skarbie. - do towarzystwa dołączył tata. - Poznałaś już Daisy i jej syna?
-Tak, tato. Zdążyłam poznać. - posłałam mu jedno z moich najgroźniejszych spojrzeń. - Bardzo miło mi was poznać. Jestem Melody. - uśmiechnęłam się i odeszłam. Na razie to tutaj nie zapowiada się za miło. Jeszcze ten Louis. Yhhhh.
Zatrzasnęłam drzwi od mojego pokoju i głośno westchnęłam. Usiadłam na dosyć sporym łóżku i zasnęłam.
~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz